Obok zakwasów, siniaków i obolałych mięśni istnieje jeszcze jedna mniej przyjemna strona treningów pole dance i aerial hoop – odciski i zrogowacenia skóry.
Jeżeli ktoś nigdy nie trenował na drążku czy kole, może się zdziwić, jak szybko dłonie potrafią odczuć regularny kontakt ze sprzętem. Szczególnie na początku, po dłuższej przerwie albo po intensywnym treningu może pojawić się nie tylko zgrubiała skóra, ale również bolesny odcisk, który w najgorszym przypadku może się zerwać.
A wtedy trudno mówić o wygodnym treningu.
Dlaczego po pole dance pojawiają się odciski?
Pole dance mocno angażuje dłonie. Chwytanie drążka, utrzymywanie ciężaru własnego ciała, tarcie skóry o powierzchnię rurki i powtarzanie tych samych ruchów sprawiają, że skóra dłoni jest regularnie poddawana obciążeniom.
Organizm reaguje na takie warunki między innymi poprzez pogrubienie warstwy rogowej skóry. To naturalny mechanizm ochronny – skóra próbuje w ten sposób zabezpieczyć się przed dalszym tarciem i naciskiem.
Problem pojawia się wtedy, kiedy zgrubienie robi się zbyt duże albo skóra jest przesuszona i zaczyna pękać.
U mnie szczególnie widoczna jest różnica po dłuższej przerwie od treningów.
Najgorzej jest po dłuższej przerwie
Jeżeli przez kilka miesięcy nie mam kontaktu z drążkiem, moje dłonie bardzo szybko przypominają sobie, że nie są już przyzwyczajone do takich obciążeń.
Po powrocie do treningów skóra potrzebuje czasu, żeby ponownie się przystosować. Dlatego po przerwie staram się nie traktować pierwszych treningów tak, jakbym poprzedniego dnia wcale nie skończyła z pole dance.
To właśnie wtedy szczególnie łatwo o bolesne odciski.
Z perspektywy czasu nauczyłam się, że powrót do treningów po kilku miesiącach przerwy wymaga również powrotu dłoni do treningu.
Nie tylko mięśnie potrzebują czasu.
Co zrobić, kiedy odcisk się zerwie?
To zdecydowanie najmniej przyjemny moment.
Kiedyś zdarzało mi się skończyć trening z zerwanym odciskiem i doskonale pamiętam charakterystyczne uczucie: nagle chwyt przestaje być komfortowy, a każdy kolejny kontakt dłoni z drążkiem przypomina, że skóra właśnie odmówiła współpracy.
Pierwsza zasada jest u mnie bardzo prosta:
nie próbuję wtedy za wszelką cenę dokończyć treningu.
Jeżeli rana pojawia się jeszcze podczas zajęć, schodzę z drążka i odpuszczam ćwiczenia wymagające mocnego chwytu. Ostatnie minuty można wykorzystać na coś, co nie obciąża uszkodzonego miejsca – na przykład spokojne rozciąganie.
Dawniej po prostu myłam dłonie i próbowałam funkcjonować dalej. Dzisiaj do otwartej rany podchodzę znacznie ostrożniej: przede wszystkim oczyszczam ją i chronię przed dalszym tarciem oraz zabrudzeniem.
Jeżeli rana jest głęboka, mocno krwawi, wygląda na zakażoną albo nie goi się prawidłowo, nie eksperymentuję z domowymi sposobami, tylko konsultuję ją ze specjalistą.
A co z magnezją?
Jeżeli macie na dłoniach świeżą ranę, szybko przypominacie sobie, że magnezja i uszkodzona skóra nie są najlepszym połączeniem.
Zwłaszcza jeśli magnezja zawiera alkohol, kontakt z otwartą raną może być naprawdę nieprzyjemny.
Dlatego po pojawieniu się rany nie próbuję kontynuować treningu z magnezją na dłoniach. Obowiązkowo wtedy pędzę do łazienki, i myję dłonie. W tym momencie ważniejsze jest pozwolenie skórze na regenerację niż kolejna figura do odhaczenia.
Codzienna pielęgnacja dłoni
Najlepszym sposobem na uniknięcie części problemów z dłońmi okazała się u mnie nie żadna magiczna maść, tylko zwyczajna regularność.
Krem do rąk to u mnie codzienny rytuał.
Najczęściej robię to wieczorem, dzięki czemu nie muszę później zastanawiać się, dlaczego wszystko, czego dotknęłam, jest tłuste.
Przy bardzo suchej skórze dobrze sprawdza mi się również olejek.
Nie chodzi o to, żeby przed każdym treningiem nakładać na dłonie grubą warstwę tłustego kremu – wręcz przeciwnie. Przed treningiem skóra powinna mieć warunki zapewniające pewny chwyt.
Pielęgnacja ma dla mnie sens przede wszystkim pomiędzy treningami, kiedy skóra ma czas się zregenerować.
Czy da się całkowicie uniknąć odcisków?
Nie.
I chyba właśnie to jest najważniejsza rzecz, którą warto powiedzieć osobie zaczynającej pole dance.
Można dbać o dłonie, stopniowo zwiększać obciążenie i reagować na pierwsze oznaki problemu, ale kontakt skóry z drążkiem pozostaje elementem tego sportu.
U mnie różnica polega przede wszystkim na tym, że z czasem nauczyłam się obserwować swoje dłonie.
Jeżeli widzę, że w konkretnym miejscu zaczyna tworzyć się bolesne zgrubienie, wiem już, że nie warto czekać, aż problem sam się rozwiąże.
Odciski na stopach – kolejna pamiątka po treningach
Dłonie to jednak nie wszystko.
Ponieważ podczas treningów ćwiczę boso, również moje stopy mają swoje doświadczenia z odciskami i zrogowaceniami.
Dodatkowo latem często chodzę boso po działce – zalecenie ze względu na płaskostopie. Skóra również dostaje wtedy sporo dodatkowego bodźca.
Jeżeli zaniedbam pielęgnację, szybko pojawiają się twarde zrogowacenia.
I tutaj nauczyłam się, że zdecydowanie łatwiej jest działać wcześniej niż później.
Jak dbam o stopy?
W moim przypadku podstawą jest regularny pedicure i niedopuszczanie do sytuacji, w której zrogowaciała skóra staje się bardzo gruba.
Jeżeli już do tego dojdzie, najpierw pozwalam skórze zmięknąć podczas kąpieli, a następnie delikatnie usuwam nadmiar zrogowaciałego naskórka.
Dopiero później przychodzi czas na krem.
Najważniejsza zmiana względem tego, co robiłam kiedyś?
Nie czekam, aż problem zacznie boleć.
Jeżeli skóra jest regularnie pielęgnowana, łatwiej utrzymać ją w dobrym stanie niż później próbować naprawiać bardzo twarde, przesuszone zrogowacenia.
Jeżeli natomiast skóra zaczyna pękać, pojawia się ból, krwawienie albo rana, traktuję to już nie jako zwykły problem kosmetyczny, ale uszkodzenie wymagające odpowiedniej pielęgnacji.
Co zmieniło się po latach treningów?
Największą różnicę widzę nie w tym, że nagle przestały pojawiać się odciski.
Po prostu lepiej znam swoje ciało.
Wiem, jak wyglądają moje dłonie po pierwszych treningach po dłuższej przerwie. Wiem, które miejsca są bardziej podatne na zgrubienia. Wiem również, kiedy lepiej odpuścić kolejną próbę figury, zamiast doprowadzić do sytuacji, w której następnego dnia nie będę mogła normalnie używać ręki.
I chyba właśnie tego najbardziej nauczył mnie pole dance – że progres nie zawsze polega na zrobieniu kolejnej trudniejszej figury.
Czasami progres to również wiedza, kiedy zrobić krok wstecz i dać swojemu ciału czas na regenerację.
Czy odciski są „ciemną stroną” pole dance?
Trochę tak.
W zdjęciach z treningów widać efekt końcowy: figurę, strój, uśmiech i moment, w którym wszystko wygląda lekko.
Znacznie rzadziej pokazuje się dłonie po kilku godzinach treningu, siniaki na nogach czy mięśnie, które następnego dnia przypominają o każdej wykonanej figurze.
A to również jest część tego sportu.
Dlatego jeżeli dopiero zaczynasz pole dance albo aerial hoop i nagle odkrywasz na dłoniach odciski, których wcześniej nie miałaś, niekoniecznie oznacza to, że robisz coś źle. Warto natomiast nauczyć się odpowiednio reagować na pierwsze oznaki problemu i regularnie dbać o skórę.
Bo – jak mówi klasyk – lepiej zapobiegać niż leczyć.
Nie znam cud preparatu, który zregenerowałby mi rany w jedną noc. Foto poniżej będzie z otwartą już raną następnego dnia, jeśli ktoś mdleje lub ma inne skutki uboczne na taki widok, musi wyjść.
Tutaj moja dłoń już z zerwanym odciskiem:
Fajnie by było, gdyby inne Pole Dance'rki też się wypowiedziały, jak sobie radzą z urokami naszego sportu.
Praktycznie o pole dance
Jeśli dopiero zaczynasz albo chcesz wiedzieć, jak wygląda pole dance od bardziej praktycznej strony, zajrzyj też do: