Grupy na FB


Dobrze u mnie jest wtedy, kiedy uda się utrzymać konkretny rytm tygodnia:
Pracuję w godzinach 9:00–16:00.
To wynika z dwóch rzeczy: światła do nagrań i godzin dostępności klientów.
W tym czasie mieszczę:
Nagrywanie głosu to u mnie najgorszy etap — powtarzanie tych samych zdań, bo coś było niewyraźne, za szybkie albo nie do uratowania w obróbce. Tego nie da się poprawić komputerowo jak usunąć pryszcza na zdjęciu. Do tego szumy z zewnątrz.
8:00 — śniadanie
W dni treningu w domu (najczęściej środa, czasem przez okoliczności również poniedziałki i piątki): kawa jako przedtdreningówka (home workout day)
Po śniadaniu:
Zajmuję się głównie rzeczami technicznymi:
Trening pełni też funkcję przerwy od pracy.
Jak mam coś gotowego, to jest super. Jak nie to muszę stać na garach.
Tu staram się wykonywać jak najwięcej pracy i kontakt ze zleceniodawcami.
O przypominaniu konieczności robienia przerw przypomina mi mój pies. Wyprowadzam psa dla odpoczynku stawów i oczu.
Po porannym treningu dokładam bardziej rozbudowaną pielęgnację:
Wieczorem zawsze:
Po pracy:
Czasem jadę z sąsiadką — wtedy pomagamy sobie w prosty sposób:
Staram się mieć normalność w weekend.
Staram się w weekendy nie myśleć o robocie i jak najbardziej unikać praktyki maskowania samotności robotą.
Niedziela to basen — o treningu i self-care na basenie pisałam w tym poście.
Nie zawsze ten plan się udaje.
Są dni, kiedy:
Jasne, że bywałam ofiarą i zdarzało się pracować za darmo — to jest normalne ryzyko wpisane w pracę.
Zdarzają się przepłakane godziny na teleporadach u psychologa.
I to też jest część tego życia.
Przez lata prowadzenia działalności w sieci miałam okazję obserwować różnice między komunikacją prowadzoną z konta „osobistego” a z konta firmowego. I muszę przyznać, że efekt potrafi być diametralnie różny – nawet wtedy, gdy publikuję dokładnie ten sam post.
Na koncie osobistym zwykle pojawia się więcej zapytań, ale… ich jakość bywa dyskusyjna. Najczęściej są to osoby z nastawieniem typu: „macie drogie”, „gdzie taniej?”, „a może da się bez faktury?”. W skrócie – dużo kombinowania, mało konkretów.
Mam wrażenie, że część ludzi wciąż patrzy na osobę prywatną jak na kogoś, kogo można łatwiej oszukać albo „dogadać się po swojemu”. Łatwiej wziąć samotną osobę na etat i jej nie zapłacić, niż próbować oszukać firmę, która ma zaplecze prawne i windykacyjne.
Na koncie marki jest inaczej. Wiadomości jest o wiele mniej, ale te, które wpadają, są o wiele bardziej konkretne i sensowne. Pytania typu: „proszę o ofertę”, „jakie są warunki współpracy?”, „chcemy podjąć długoterminową współpracę”. Jest mniej targowania się czy prób naciągania. To zupełnie inny poziom rozmowy. Zupełnie jakby taki klient rozumiał, że też masz swoje życie, że nie możesz jak dziecko robić za frajer.
W dzisiejszych czasach panuje moda na handlarzy kursami, którzy powtarzają jak mantrę hasło „buduj markę osobistą”. Tylko że bardzo często to zwykłe kopiuj-wklej z poprzedniej książki czy szkolenia, które sami kupili.
Mało kto wspomina, że nawet największe „marki osobiste” w Polsce – jak np. Chodakowska – to tak naprawdę cały sztab ludzi działający w tle. Owszem, twarz jest jedna, nazwisko to logo, ale za tym stoi zespół specjalistów, support, zaplecze prawne, techniczne i marketingowe.
Gdy zaczynasz – nie masz sztabu. I jeśli uwierzysz w te proste recepty z kursów, łatwo wpaść w pułapkę „tańczenia w kółko”, zamiast realnie budować coś stabilnego.
Co więcej – jeśli prowadzisz dwie lub więcej odmiennych działalności, to właśnie dzięki kontom marek możesz jasno oddzielić, gdzie jest która oferta i dla kogo. Dzięki temu odpowiedni klient nie gubi się na profilach, tylko trafia dokładnie tam, gdzie powinien.
A wiadomo – rynek się zmienia, więc naturalne jest, że z czasem ty też dostosowujesz swoje usługi czy produkty. I właśnie to stopniowe dostosowywanie profilu marki do nowej rzeczywistości jest gamechangerem – pozwala rozwijać się bez konieczności wracania do punktu wyjścia i budowania wszystkiego od zera.
Patrząc z perspektywy czasu – żałuję, że nie wiedziałam tego lata temu. Ile godzin, nerwów i niepotrzebnych rozmów mogłabym sobie oszczędzić! Konto marki filtruje potencjalnych klientów samo w sobie – i to naprawdę działa.
👉 A wy? Jakie macie swoje sposoby na odstraszanie klientów z gatunku „za drogo” i „gdzie taniej”?
Tworzenie treści to moja praca. Legalna, etyczna i niekrzywdząca. Nie kombinuję z ukrywaniem dochodów, aby wyłudzić zasiłki, albo pozyskiwać dziwne źródła jak OF/pla*boy. Staram się utrzymać wysokie standardy – etyczne i merytoryczne. Ale jak każda praca, wymaga środków: na sprzęt, czas, opłaty, rozwój.
Gdy mój kanał YT wszedł w etap monetyzacji, pojawił się pomysł, by część zysków przekazywać na schroniska dla zwierząt. Bo skoro ja mogę zarabiać uczciwie na tym, co robię, to równie uczciwie mogę się tym dzielić tam, gdzie potrzeba. Pomysł został wprowadzony w życie.
Dlatego jeśli dodasz ten blog do wyjątków w AdBlocku albo obejrzysz reklamy do końca na moim kanale YT – wspierasz mnie bardziej, niż myślisz. To nie tylko kawa „wirtualna”, to realny wkład w to, że mogę robić to uczciwie.
A dodatkowy bonus? Część przychodów trafia do schroniska dla zwierząt. Bo one nie mają odpowiednika ludzkiego NFZ-u, a do tego wciąż często zmagają się przez konserwatywną polską mentalność z traktowaniem, jakby były gorszym sortem, nie życiem wartym szacunku.
Jeśli więc chcesz pomóc – nie musisz robić przelewu. Wystarczy, że nie pominiesz tej jednej reklamy na kanale YT.
Ten blog był jednym z pierwszych świadomych projektów. Nie powstał, aby zaspokajać dziecięce potrzeby. To miał być projekt tworzony z wyboru, z celem, by na siebie zarabiał, nie maskując żadnych braków. Nie był próbą ucieczki od "dzieci i ryby głosu nie mają", jak dziecięca działalność – te, które tworzyłam byleby poczuć, że gdzieś istnieje przestrzeń, w której mogę mieć własną tożsamość. Jako nastolatkę też nikt mnie nie nauczył, że za pracę należy się płaca, dlatego też stare projekty były wolontariackie.
Pracuję zawodowo od 10 lat - dziwnie to wygląda, jak mówi i pisze to Polak, jeszcze w wyuczonym zawodzie, o wiele popularniejsze w naszym społeczeństwie jest skakanie z kwiatka na kwiatek. To 1/3 mojego życia! Przez te dziesięć lat blog przeszedł wiele razem ze mną. Wpisy towarzyszyły moim etapom dorastania zawodowego i osobistego. Przerobiłam fałszywe przekonanie, że moja wartość zależy od pracy. Przyszło wypalenie zawodowe, jak myśli o tym, by wszystko rzucić i zniknąć – i ta gorzka świadomość, że w ten sposób zrobiłabym na złość tylko samej sobie. Dziś potrafię traktować pracę jako pracę. Nie jako sens życia. Nie jako tożsamość. Nie jako miarę wartości.
Z perspektywy dziesięciu lat widzę wyraźnie, że niektóre momenty były przełomowe. Nie zawsze spektakularne na zewnątrz – ale od środka zmieniały wszystko.
Jednym z pierwszych kroków milowych było poznanie narzędzi internetowych, które ułatwiają życie, jak internetowy korektor tekstu – to był skok jakościowy. Potem przyszło AI, które ulepszyło moją codzienną pracę: zamiast 12-godzinnych dni jak na etacie, mogłam robić więcej, szybciej, a przy tym mieć przestrzeń na regenerację i życie poza ekranem. Dziś moja średnia to 5–6 roboczogodzin – i to wcale nie oznacza mniejszego zaangażowania, tylko mądrzejsze zarządzanie sobą i narzędziami.
Zaczęłam też bardziej myśleć biznesowo. Przykład? Skoro i tak wykonuję sama sobie paznokcie w domu - kompromisem z pracą będzie pozyskiwanie lakierów hybrydowych w barterze. Skoro chcę bartery z markami lakierów hybrydowych, to aby przykuć uwagę sponsora trzeba tworzyć treści do portfolio, które pokazują moje stylizacje. Kurs doszkalający? Tak, skoro dzięki niemu będę wykonywać to co robię efektywniej, lepiej jakościowo.
Stawiam na podnoszenie kwalifikacji. W obszarach, które naprawdę mnie interesują i które mogą realnie wesprzeć moje działania, również poza pracą, współczynnik korzyści musi wyglądać 50:50.
Coraz częściej decyduję się też na współpracę z podwykonawcami – bo wiem, że samemu to się człowiek orobi, a nie zarobi. Nie chcę na stare lata mieć przebiegu jak passat sąsiada i narzekać "a kiedyś to były czasy".
Od lat aktualizuję biznesplan co pół roku, ale teraz siadam i robię szczegółową rozpiskę. Bo trzymanie planów w głowie to nie to samo. Niby się je „ma”, ale trudno mierzyć postęp, trudno dostrzec, jak wiele się zmienia. A kiedy po czasie sięgam do starych notatek – widzę czarno na białym: rozwój się dzieje. I warto go dokumentować – dla lepszego jutra.
📌 Wpis edukacyjny. Bez ocen, bez moralizowania. Tylko kulisy i fakty.
W tym wpisie pokażę Ci, jak naprawdę działa kupowanie lajków i wyświetleń, kto na tym zarabia i dlaczego dla niektórych to praca jak każda inna.
Za każdą akcję otrzymują niewielkie wynagrodzenie – ale dla nich, w przeliczeniu na lokalną walutę i problemy z bezrobociem, to może opłacalna praca. Poniżej zrzut ekranu z jednej z tego typu stron, tylko częściowy panelu, aby nie było widać nazwy serwisu, aby nie robić kryptoreklamy. Tłumaczenie automatycznym translatorem przeglądarki, dlatego takie dziwne.
Ale dla ludzi z krajów o bardzo niskich dochodach i słabej walucie, to bywa forma zarobku dostępna „od zaraz”. Do pracy nie trzeba znać języka, nie potrzeba specjalistycznych kwalifikacji, a wymagania techniczne ograniczają się do posiadania internetu i telefonu.
Więc – tak. To praca jak każda inna, tylko globalna skala rynku i różnice gospodarcze tworzą nierówny układ.
💻 Boty – które automatycznie generują aktywność (ale ryzykujesz zbanowaniem konta, oraz nie masz kontroli nad tym, co wyprawia bot, musiałabyś zrezygnować z siebie i pilnować każdego jego ruchu 24/24, a to byłoby bez sensu, równie dobrze sama mogłabyś wykonać jego pracę).
📈 Reklamy w systemach takich jak Meta Ads, TikTok Ads, Google Ads – które dają szeroki zasięg, ale… bez żadnej gwarancji.
To różnica między "wyświetliło się komuś" a "ktoś rzeczywiście kliknął".
🔄 Grupy wzajemnego lajkowania i komentarzy – czyli marketing szeptany w formie „ja ci, ty mi”, często organizowany na Discordzie, w zamkniętych grupach czy czatach.
Ta ostatnia opcja bywa wyjątkowo czasochłonna i pozornie darmowa, bo:
musisz aktywnie oglądać, klikać, komentować cudze treści, a każdy z nas jest inny, więc to normalne, że masa tego contentu będzie nieinteresująca, a niekiedy można trafić wręcz na triggerujące treści,
płacisz za to swoim czasem, prądem, zużyciem sprzętu,
ryzykujesz, że druga strona nie odwzajemni ruchu, mimo wcześniejszych ustaleń,
a efekt? Czasem odwrotność zamierzonego – „obserwują cię, ale nic nie lajkują”, co znowu źle wygląda dla algorytmów.
W porównaniu do tego system płatnych zleceń często okazuje się bardziej przewidywalny. W cenniku często jest opcja wykupu realizacji zlecenia w określonym przedziale czasowym, lub do wyczerpania budżetu, więc masz większą kontrolę nad tym, co się wydarzy.
Dlaczego w ogóle ktoś kupuje lajki? Bo dzisiaj… nie ma innego wyjścia!
Algorytmy platform społecznościowych coraz częściej przycinają zasięgi treści organicznych, faworyzując tylko te, które już się klikają. Facebook, Instagram czy TikTok nie są już miejscem, gdzie każdy ma równe szanse – bez budżetu promocyjnego trudno przebić się z nawet świetnym contentem.
Dla twórców oznacza to walkę z wiatrakami: tworzą, starają się, ale nikt tego nie widzi. A właściciele platform podsuwają wygodne „rozwiązanie”: promuj post za 5 zł, 50 zł, 500 zł...
Kupienie kilku lajków czy komentarzy to często próba dania algorytmowi „sztucznego startu” – pchnięcia koła zamachowego, zanim treść zginie w czeluściach feeda.
Nowy rok to zawsze czas przemyśleń, planów i wdrażania zmian. W tym duchu postanowiłam podjąć się kompleksowych porządków na blogu, które obejmą aktualizację starych wpisów, a także usunięcie tych, które nie są już wartościowe dla czytelników.
Jednym z głównych obszarów pracy będzie aktualizacja starszych wpisów. Wiele z nich wciąż ma potencjał, ale wymaga odświeżenia, aby były zgodne z aktualnym stanem wiedzy.
Lata temu też nie posiadałam aktualnej wiedzy na temat SEO i publikacji, i robiłam głupi błąd jakim w przypadku posta sponsorowanego, było dodawanie grafiki prosto ze strony sponsora. Dziś przez to wiele grafik się nie wczytuje, bo zostały usunięte z głównej strony. Czas to naprawić.
Lata temu też nie posiadałam aktualnej wiedzy, w zakresie linków afiliacyjnych. Dziś na ten temat są dostępne szkolenia bezpośrednio od usługodawcy. Więc w wolnej chwili sprawdzę też stare linki, zaktualizuję, jeśli będzie potrzeba.
Lata temu również nie było dostępnych takich narzędzi do sprawdzania jakości treści, jak wspominany przeze mnie na blogu internetowy korektor tekstu. Nikt (chyba) nie robi błędów ortograficznych czy podwójnych spacji umyślnie, a jednak to się zdarza. Takie narzędzie może być alternatywą, gdy nie możemy sobie pozwolić na zatrudnienie korektora tekstu.
Przy okazji przejrzę też swoje stare zdjęcia i grafiki - te o niskiej jakości zostaną zastąpione nowymi lub wyższej jakości ilustracjami. To wszystko sprawi, że starsze treści będą bardziej atrakcyjne i przydatne.
Usunę również, jeśli znajdę kolejne stare, już niedziałające skrypty, aby nie tracić pozycjonowania. Pamiętacie jeszcze serwis modnapolka.pl? Z dnia na dzień przestał istnieć, a szkoda, bo generował ruch, miał też dobry skrypt, dzięki któremu można było na blogu dodać cross-follow na końcu posta z banerem do stylizacji w danym serwisie, a tam również dodać do obserwowanych interesujące konta, które mogły stanowić inspirację. Ale to już było, i nie powróci.
Jeszcze błędy młodości, jakie znajduję w treści, to zbyt wiele powtórzonych elementów kodu HTML, takich jak powtarzające się <div style="text-align: left;">, a to może negatywnie wpłynąć na SEO (Search Engine Optimization) strony internetowej. Powtarzające się elementy mogą sprawić, że kod HTML staje się trudny do odczytania i utrzymania, co może utrudniać pracę oraz algorytmom wyszukiwarek. Zbyt duża ilość niepotrzebnych elementów w kodzie może prowadzić do spowolnienia ładowania strony, co negatywnie wpływa na doświadczenie użytkownika i może obniżyć ranking strony w wynikach wyszukiwania. Wyszukiwarki starają się zrozumieć strukturę i treść strony. Nadmiar powtarzających się elementów może utrudniać to zadanie, co może wpłynąć na poprawne indeksowanie i ocenę jakości treści.
Nie wszystkie starsze posty będą jednak miały szansę na drugie życie. W przypadku artykułów o kosmetykach, które zostały wycofane z rynku, podjęta zostanie decyzja o ich usunięciu. Takie posty nie wnoszą już wartości dla czytelników, a ich obecność może wręcz szkodzić blogowi - zarówno pod kątem wiarygodności, pozycji w wynikach wyszukiwania Google, jak i braku dochodu z linków afiliacyjnych (bo produkt nie jest dostępny już w sprzedaży). Co więcej, stare zdjęcia wykonane kilka lat temu często nie spełniają dzisiejszych standardów, co może obniżyć moją wartość w oczach reklamodawcy.
Kolejnym krokiem będzie rewizja zakładki o współpracy. Oferta zostanie dopasowana do obecnych wymagań rynku, co oznacza ukrycie usług, które dziś nie mają już racji bytu. W ich miejsce szczegółowo zostaną opisane aktualne usługi, które mogą zainteresować potencjalnych klientów. Dzięki temu zakładka stanie się bardziej przejrzysta i trafna, co pozwoli lepiej odpowiedzieć na oczekiwania klientów.
W ramach zmian dokonam również aktualizacji statystyk udostępnianych pośrednikom. Dane będą odświeżone, aby odzwierciedlały bieżące osiągnięcia bloga, co pozwoli na bardziej efektywną współpracę i lepsze dopasowanie ofert reklamowych.
Lubię pośredników, bo mam pewność co do zapłaty za pracę, co jest szczególnie ważne w czasach kosmicznych kosztów życia i ogłaszania upadłości. Jak czyta to jakiś pośrednik, pisz do mnie śmiało, na pewno się dogadamy :)
Porządki na blogu są nie tylko kwestią estetyki czy satysfakcji z prowadzenia strony. Mają one kluczowe znaczenie dla pozycjonowania w Google, a co za tym idzie - dla widoczności i zarobków. Algorytmy wyszukiwarki doceniają strony, które regularnie dbają o jakość i aktualność treści. Z kolei przestarzałe, mało wartościowe wpisy mogą obniżać ocenę strony, co negatywnie wpływa na jej ranking. Google jednocześnie lubi stare strony, istniejące od lat, także opracować plan działania i go wykonać to jak widać, nie małe wyzwanie.
Prowadząc bloga, muszę pamiętać, że to także narzędzie pracy i źródło dochodu. Każda decyzja - w tym usuwanie nieaktualnych treści - ma na celu zapewnienie, że blog pozostanie miejscem wartościowym dla czytelników i atrakcyjnym dla reklamodawców.
W najbliższych miesiącach mogą pojawić się odświeżone wersje starszych wpisów, a niektóre treści zostaną usunięte.
Mam nadzieję, że docenicie te zmiany i będziecie nadal chętnie tu wracać. Dziękuję za Wasze wsparcie i zaufanie!
Samo posiadanie konta w serwisach do niczego nas nie zobowiązuje i jest dla nas darmowe. Dodatkowo mamy możliwość skorzystania z dodatkowych zniżek i bonusów.
Strona posiada oczywiście support, który w razie potrzeby pomoże.
Poniżej zrzut ekranu ze strony po zalogowaniu, widzimy slider z dostępnymi przykładowymi sklepami, jak i aktualne przykładowe kody zniżkowe na zakupy: