W tym roku mocno zmienił się rynek influencerski i blogowy. Zauważyłam to przede wszystkim po liczbie i rodzaju zapytań o współpracę.
Jest zdecydowanie mniej zapytań o wpisy na blogu w rodzaju zakupowego haulu, w którym bloger przedstawia asortyment konkretnego sklepu. Coraz więcej firm wybiera zamiast tego unboxing publikowany na Instagramie. Widocznie marki uznały to rozwiązanie za szybszy i bardziej bezpośredni sposób pokazania produktu odbiorcom.
Nie oznacza to jednak, że blog przestał być potrzebny. Wręcz przeciwnie – pewne rodzaje treści nadal mają swoje długie życie.
Blogowe treści nadal mają sens
Pomimo rozwoju wyszukiwarek opartych na AI internauci nadal szukają konkretnych porad, doświadczeń i opinii innych osób. Dobrym przykładem jest mój wpis o sprzedaży ubrań w VIVE Profit z 2014 roku. Minęło już tyle lat, a artykuł nadal żyje i przyciąga osoby zainteresowane tym tematem.
Podobnie jest z wyszukiwaniem opinii o konkretnych sklepach. Ludzie nadal chcą sprawdzić, czy dany sklep jest wiarygodny, czy zamówiony towar rzeczywiście dociera, ile trwa realizacja zamówienia albo jak długo trzeba czekać na rozpatrzenie reklamacji.
Statystyki też mówią swoje
Do zmian skłoniły mnie nie tylko obserwacje rynku, ale również własne statystyki. Po przeklikaniu danych w programie partnerskim zauważyłam, że moi odbiorcy są jednak najbardziej zainteresowani elektroniką domową.
I w pewnym sensie bardzo dobrze się to składa, bo od tej jesieni chcę mocniej skupić się właśnie na recenzjach elektroniki domowej na kanale YT. Oznacza to również aktywniejsze poszukiwanie współprac barterowych z producentami i sklepami oferującymi tego typu sprzęt.
Przy obecnych kosztach stworzenia recenzji takie rozwiązanie może być korzystne dla obu stron. Marka otrzymuje materiał przygotowany na podstawie rzeczywistego użytkowania produktu, więc takie rozwiązanie to win-win dla obu stron.
I tutaj dochodzimy do rzeczy, która w moim przypadku jest bardzo ważna:
Blog od początku powstał w celach zarobkowych, nie stać mnie na pracę za darmo.
Nie oznacza to oczywiście, że każda publikacja musi być płatna. Współpraca barterowa również jest w dzisiejszych czasach w wielu projektach dla obu stron opłacalna.
Chodzi więc przede wszystkim o to, żeby model współpracy miał sens dla obu stron.
Oferta musiała nadążyć za zmianami
Skoro zmienił się rynek, musiała zmienić się również moja oferta.
W pierwszej kolejności uporządkowałam to, co potencjalny klient może znaleźć na blogu. Ogarnęłam między innymi wyróżnione Instastory "Oferta", żeby informacje o możliwościach współpracy były łatwiejsze do znalezienia.
Jednocześnie ograniczyłam liczbę usług marketingowych dostępnych w ramach bloga. Usunęłam te, które w praktyce nie generowały zysku, za to regularnie przyciągały osoby zainteresowane wyłącznie pytaniem "jaka cena?", czyli tak zwanych "pytaczy".
I nie chodzi nawet o samo pytanie o cenę. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś zajmuje czas na wieloetapową rozmowę, a od początku nie ma realnego zainteresowania zakupem usługi.
Dlatego zaczęłam dokładniej przyglądać się temu, skąd trafiają do mnie osoby pytające o współpracę. Jednym z pytań, które pomagały mi wyciągać takie wnioski, było po prostu:
"Skąd trafiłeś/trafiłaś na moją ofertę?"
Oczywiście nie daje to stuprocentowo miarodajnych danych. Nie każdy odpowie, nie każdy pamięta i nie każda osoba, która znalazła stronę przypadkiem, ostatecznie napisze. Mimo to po pewnym czasie można zauważyć pewne prawidłowości.
Na tej podstawie ograniczyłam również część kanałów kontaktu, które zamiast potencjalnych klientów przyciągały głównie pytaczy.
To dla mnie ważna zmiana, bo czas również jest zasobem. Jeżeli wiem już, które działania rzeczywiście przynoszą zapytania prowadzące do współpracy, nie ma większego sensu utrzymywać wszystkich pozostałych tylko dlatego, że kiedyś je uruchomiłam.
AI zostało moim "pracownikiem od technicznych rzeczy"
Zmiany dotknęły również samego wyglądu bloga.
Wykorzystałam obecne narzędzia AI do przebudowy części wyglądu strony. I jest to o tyle zabawne, że pomimo wydania całkiem ładnych tysięcy złotych na studia podyplomowe miałam kilka problemów w kodzie i wyglądzie bloga, z którymi przez dłuższy czas nie potrafiłam sobie poradzić.
A potem AI wygenerowało rozwiązanie.
Aż wstałam z wrażenia.
Nie dlatego, że nagle przestałam rozumieć, co dzieje się w kodzie, ale dlatego, że dostałam narzędzie, które potrafiło bardzo szybko znaleźć rozwiązanie problemu, nad którym wcześniej siedziałam zdecydowanie zbyt długo.
Nie traktuję jednak AI jako wyroczni. Bardziej jak swojego pracownika od takich spraw. Zlecam mu zadanie, sprawdzam propozycję, testuję ją i poprawiam, jeśli trzeba. Bo bez kontroli człowieka AI jest jak praktykant. Może zrobić naprawdę robotę, ale trzeba sprawdzić, co właściwie zrobił.
Oczywiście kontynuuję naukę. Dalej biorę udział w kursach online, aby nie utknąć w prehistorii branży, bo jak to kiedyś zostało trafnie ujęte - "albo się rozwijasz, albo się zwijasz".
Nowe menu, czyli blog musi pokazywać to, czym chcę się zajmować
Przebudowa menu również nie była przypadkowa. Ma ono lepiej odpowiadać temu, w jakim kierunku chcę rozwijać bloga – przede wszystkim pod kątem interesujących mnie współprac barterowych i publikacji sponsorowanych.
Agencje marketingowe zbyt ogólnikowo traktują hasło "lifestyle" i przypisują do tego wszystko. Gdy to zrozumiałam, zaczęłam też znacznie częściej mówić "nie".
W ostatnim czasie odrzuciłam kilka propozycji, które były tak absurdalne, że momentami miałam ochotę zrobić z nich osobny wpis.
I kto wie – może właśnie zrobię.
Jak zmieniają się poszczególne obszary bloga i social mediów?
Nie wszystkie kategorie na blogu zmieniają się jednak w ten sam sposób. W przypadku każdej z nich trochę inaczej wygląda zarówno zainteresowanie odbiorców, jak i możliwości współpracy.
Elektronika domowa – przede wszystkim YouTube
Elektronika domowa pozostaje przede wszystkim domeną mojego YouTube. I tutaj właściwie niczego nie muszę na siłę zmieniać, bo ten kierunek się przyjął i odpowiada również mnie. Nadal aktualna jest więc oferta współpracy barterowej przy pełnowymiarowym filmie na YouTube.
Nie interesują mnie natomiast współprace polegające na wypożyczeniu sprzętu na chwilę w zamian za YouTube Shorta. Jeśli mam rzeczywiście testować urządzenie, chcę mieć możliwość normalnego korzystania z niego, poznania jego mocnych i słabszych stron i przygotowania pełnowymiarowej recenzji. Krótki film może być dodatkiem do materiału na Inastagramie, ale nie jego zamiennikiem. Odrzucam również takie pomysły ze względu na dostarczenie tekstu do powiedzenia przed kamerą wraz z paczką – to jest oferta pracy dla aktora, nie dla blogera, nie każdy bloger jest aktorem.
Pole dance i pływanie – rozwijam, ale z głową
Pole dance i pływanie będę natomiast w miarę możliwości rozwijać na blogu. Tutaj również chodzi między innymi o możliwość pozyskiwania barterów, ale nie zamierzam produkować artykułów tylko po to, żeby mieć kolejny link czy kolejną publikację.
Jeżeli mam napisać o danym temacie, chcę, żeby wpis rzeczywiście coś wnosił. Nie chcę robić tekstów będących zwyczajnym "masłem maślanym", z których po przeczytaniu niewiele wynika.
W przypadku sportu jest też bardzo praktyczny argument: jak się używa, to się zużywa. Stroje do pole dance czy stroje kąpielowe nie są u mnie produktami kupowanymi raz na kilka lat i odkładanymi do szafy. Jeżeli regularnie z nich korzystam, naturalnie pojawia się potrzeba kolejnych. Dlatego współpraca barterowa w tej kategorii ma dla mnie po prostu logiczne uzasadnienie.
Uroda? Coraz bardziej Instagram
Treści urodowe w dużej mierze przenoszę natomiast na Instagram. I tutaj również nie jest to decyzja podjęta wbrew blogowi, tylko dopasowanie formy do tego, jak obecnie wygląda rynek.
Firmy coraz chętniej wybierają Instagram, a mnie sama forma również odpowiada. Jeżeli testuję na przykład zestaw kosmetyków do włosów, mogę po prostu użyć produktów, nagrać na sobie efekt i pokazać go w krótkim materiale.
W przypadku bloga przygotowanie podobnego materiału często oznaczałoby dodatkowo organizowanie scenerii, fotografowanie produktów, przygotowywanie zdjęć typu flat lay i cały proces produkcji zdjęć.
Na Instagramie mogę więc szybciej pokazać efekt rzeczywistego użycia produktu, a marka dostaje format, który sama chętnie wybiera. Znowu wychodzi z tego całkiem sensowne win-win.
Nie oznacza to oczywiście, że oferta publikacji artykułu na blogu z kategorii uroda znika. Taki materiał nadal jest możliwy – po prostu nie jest już jedynym ani pierwszym kanałem, w którym chcę rozwijać tę tematykę.
Moda – tutaj wszystko zależy od produktu
Z modą sytuacja jest jeszcze bardziej zależna od tego, co właściwie miałabym prezentować.
Nie będę udawać, że założę każdą rzecz tylko dlatego, że jest aktualnie trendem. Jest mnóstwo modowych trendów, których po prostu nie noszę.
Dobrym przykładem są spodnie dzwony. Nosiłam je, kiedy miałam 13 lat i dopiero zaczynałam uczyć się ubierać, więc to oczywiste, że nie będę chciała ich nosić ponownie tylko dlatego, że moda zatoczyła koło.
Jeżeli więc sklep chciałby, żebym zaprezentowała cały asortyment oparty na trendzie, którego sama nie noszę, byłaby to dla mnie współpraca sponsorowana – prezentacja asortymentu sklepu.
Jeżeli natomiast pojawią się na przykład sneakersy, które rzeczywiście mogłabym nosić, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wtedy barter ma sens – dostaję produkt, z którego faktycznie będę korzystać, a przy okazji mogę stworzyć wokół niego materiał.
I tutaj często działa u mnie bardzo prosty mechanizm: jeżeli coś mi się naprawdę podoba, głowa sama zaczyna wymyślać pomysły na stylówki i rolki na Instagramie. Nie muszę wtedy zastanawiać się, jak na siłę wykorzystać produkt w materiale.
To nie jest koniec bloga
Ten wpis jest również informacją dla firm, które zastanawiają się, czy nadal można ze mną współpracować, ale także dla osób, które obserwują blog od lat.
Nie sprzedaję bloga. Nie zamykam bloga.
To zresztą kolejna rzecz, którą coraz częściej widzę w internecie – blogi, strony i inne projekty, które przez lata były częścią czyjejś działalności, nagle znikają albo zostają całkowicie porzucone.
U mnie chodzi o coś zupełnie innego.
Po prostu dostosowuję blog do siebie i do tego, jak obecnie wygląda moja praca oraz rynek.
Blog ma być dla mnie normalną pracą – takim projektem, który jest moim uzupełnieniem. Chcę, żeby rozwój bloga nie szkodził ani mnie, ani innym i przede wszystkim nie odbywał się kosztem mojego zdrowia. Nie widzę sensu w tworzeniu kolejnych treści tylko po to, żeby licznik publikacji się zgadzał, przyjmowaniu współprac, które kompletnie do mnie nie pasują, czy robieniu rzeczy, których sama później nie będę chciała oglądać.




























