Nie wyrzucam rzeczy tylko dlatego, że długo ich nie nosiłam
Nie stosuję zasady, według której ubranie, którego nie założyłam przez rok, powinno automatycznie wylądować w koszu czy na stosie rzeczy do oddania. Moja garderoba nie działa w ten sposób. Zdarzało mi się, że jakaś rzecz przeleżała w szafie dwa czy nawet trzy lata, a później nagle okazywało się, że idealnie pasuje do sytuacji, na którą wcześniej nie miałam okazji jej założyć.
Nie każda rzecz musi być regularnie noszona, żeby miała dla mnie sens. Czasem zmieniają się moje potrzeby albo po prostu pojawia się okazja, do której konkretne ubranie okazuje się idealne. Dlatego zamiast patrzeć wyłącznie na to, kiedy ostatni raz coś założyłam, wolę ocenić, czy nadal jest to rzecz, którą rzeczywiście chcę mieć i czy mam dla niej potencjalne zastosowanie.
Co jakiś czas robię przegląd całej garderoby
Kiedy mam czas i przede wszystkim ochotę na takie porządki, robię przegląd garderoby po swojemu. Nie wyciągam wszystkiego naraz, żeby po pięciu minutach mieć na podłodze stertę ubrań. Zamiast tego przechodzę po kolei przez zawartość szafek i szuflad, wyciągając rzeczy i sprawdzając je jedna po drugiej.
Przy okazji oglądam ubrania dokładniej: czy nie pojawiły się dziury, plamy, nie rozciągnęły się, przetarcia albo inne uszkodzenia, których wcześniej nie zauważyłam.
Niektóre ciuchy ulegają z czasem zmechaceniom podczas prania czy noszenia - aby nie wyrzucać od razu, często golę elektryczną golarką, tu poczytasz post o maszynce do golenia ubrań.
Jeśli coś nadal wygląda dobrze, ale od dawna tego nie nosiłam, przymierzam. I tutaj zaczyna się najważniejsza część mojego przeglądu.
Podczas przymierzania od razu szukam okazji do założenia
Samo pytanie „czy mi się to jeszcze podoba?” niewiele mi daje. Kiedy mam coś na sobie, zastanawiam się raczej: gdzie właściwie mogłabym w tym pójść?
Czy założę to do klubu? Na uczelnię? Na szkolenie? Na co dzień? Na trening albo chociaż na dojazd na trening? Taki sposób myślenia pozwala mi przypomnieć sobie o rzeczach, które w szafie wyglądają na zapomniane, ale po przymierzeniu okazują się całkiem przydatne.
Czasami dopiero wtedy widzę też, że problemem nie jest samo ubranie, ale sposób, w jaki je wcześniej nosiłam. Wystarczy zestawić je z czymś innym, zmienić dodatki albo potraktować je jako bazę do nowej stylizacji.
Niektóre rzeczy dostają drugie życie dzięki DIY
Przy takim przeglądzie zdarza mi się również znaleźć ubrania, których nie chcę już nosić dokładnie w takiej formie, ale jednocześnie szkoda mi się ich pozbywać. Wtedy zastanawiam się, czy nie nadają się do aktualizacji DIY: obejrzyj przykładowe DIY ubraniowe na moim kanale YouTube.
Czasami wystarczy drobna zmiana, żeby rzecz ponownie zaczęła mi odpowiadać. Skrócenie, przerobienie fasonu, dodanie czegoś albo wykorzystanie elementu ubrania w zupełnie nowy sposób może sprawić, że zamiast pozbywać się rzeczy, zyskuję coś, co rzeczywiście będę nosić.
Nie dzielę garderoby na letnią i zimową
Nie robię też klasycznej rotacji garderoby sezonowej. Wynika to przede wszystkim z tego, że ubieram się na cebulkę. Zamiast chować część ubrań na kilka miesięcy, wolę mieć dostęp do większości rzeczy przez cały rok i w razie potrzeby dokładać kolejne warstwy.
Dlatego w mojej szafie mogą znajdować się obok siebie zarówno rzeczy typowo letnie, jak i cieplejsze ubrania. Nie muszę też dwa razy w roku przeprowadzać wielkiej operacji „wymiana garderoby”, podczas której połowa zawartości szafy znika na dnie, a druga połowa z niego wraca.
Zamiast wyrzucać, szukam rzeczy nowego właściciela
Jeśli podczas przeglądu garderoby trafię na rzecz, o której wiem, że sama już jej nie założę, nie oznacza to od razu, że ląduje w koszu. Czasami wymieniam się ubraniami z koleżankami - szczególnie wtedy, gdy mnie dana rzecz już nie pasuje, ale wiem, że komuś innemu może się spodobać i dobrze służyć.
Jeśli nie mam komu jej przekazać, a ubranie jest w dobrym stanie, mogę je również sprzedać na Vinted albo oddać do sprzedaży w Vive Profit. O tym drugim sposobie pisałam już szerzej we wpisie Sprzedaż ubrań w Vive Profit - od czego zacząć i jak to działa?. Dzięki temu ubrania, których nie potrzebuję, mogą dostać drugie życie, zamiast bez sensu zajmować miejsce w mojej szafie.



