Po czym poznać osobę, która regularnie trenuje? Po energii, satysfakcji po dobrze wykonanym treningu… i czasem po kilku siniakach, których trudno byłoby się spodziewać po zwykłym spacerze czy treningu na siłowni.
W pole dance kontakt ciała z drążkiem jest częścią treningu, dlatego siniaki, otarcia czy obolałe mięśnie mogą być dla początkującej osoby czymś zupełnie nowym. Szczególnie podczas nauki nowych figur ciało dostaje bodźce, do których nie jest jeszcze przyzwyczajone.
Z czasem część tych dolegliwości pojawia się coraz rzadziej, ale jedno się nie zmienia – regeneracja jest równie ważną częścią treningu jak sam trening.
Skąd biorą się siniaki po pole dance?
Na początku mojej przygody z pole dance siniaki potrafiły pojawiać się w naprawdę zaskakujących miejscach. Uda, łydki, stopy, okolice pod kolanami… czyli właściwie wszędzie tam, gdzie ciało miało kontakt z drążkiem.
W pole dance niektóre figury wymagają mocnego docisku określonej części ciała do rurki. Dochodzi do tego tarcie, przenoszenie ciężaru ciała i utrzymywanie pozycji przez określony czas. Nic dziwnego, że skóra i tkanki potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do takich obciążeń.
Co ciekawe, z czasem zauważyłam u siebie dużą różnicę. Miejsca, które na początku regularnie kończyły się siniakami, zaczęły znacznie lepiej znosić trening. Na udach mogłam już bez większego problemu owinąć się wokół drążka i po prostu na nim wisieć.
Nie oznacza to jednak, że ciało nagle staje się odporne na wszystko. Są miejsca, które nadal pozostają znacznie bardziej wrażliwe – u mnie należą do nich między innymi stopy czy okolice pod kolanami.
Dlatego siniak po treningu nie musi oznaczać, że coś zrobiliśmy źle. W przypadku pole dance kontakt z drążkiem jest po prostu częścią specyfiki tej aktywności.
Czym właściwie są „zakwasy”?
Przez lata wszystko, co bolało mnie po treningu, nazywałam po prostu zakwasami. Dzisiaj wiadomo, że potoczne określenie „zakwasy” często odnosi się do DOMS (Delayed Onset Muscle Soreness), czyli opóźnionej bolesności mięśniowej.
Pojawia się ona szczególnie po nowym albo bardziej intensywnym niż zwykle wysiłku. Dlatego można jej doświadczyć zwłaszcza wtedy, kiedy uczymy się nowych figur, wracamy do treningów po przerwie albo nagle zwiększamy ich intensywność.
Najciekawsze jest to, że ból niekoniecznie pojawia się od razu po treningu. Czasami wychodzę z zajęć z przekonaniem, że wszystko poszło świetnie, a następnego dnia zaczynam odkrywać, że istnieją mięśnie, o których wcześniej nie wiedziałam.
I właśnie dlatego regenerację warto traktować jako część treningu, a nie coś, czym zajmujemy się dopiero wtedy, kiedy następnego dnia ledwo możemy zejść po schodach.
Moje sposoby na regenerację po treningu
Nie mam jednego magicznego sposobu, który sprawia, że następnego dnia wszystko przestaje boleć. Najlepiej sprawdza mi się po prostu połączenie kilku rzeczy.
Ciepłe kąpiele
Po treningu lubię zacząć od ciepłego prysznica. Nie chodzi o wielogodzinne moczenie się w gorącej wodzie, tylko o chwilę relaksu i rozluźnienia po wysiłku.
Kiedy mam ochotę na trochę dodatkowej pielęgnacji, sięgam również po peeling – szczególnie peeling kawowy. Traktuję go jednak przede wszystkim jako element pielęgnacji i przyjemny rytuał po treningu, a nie sposób na „leczenie” siniaków.
Na zakończenie wykonuję delikatny masaż, na przykład podczas nakładania balsamu czy olejku.
Rozciąganie i lekki ruch
Jedną z rzeczy, które najbardziej doceniłam wraz z regularnym treningiem, jest stretching.
Rozciąganie nie sprawia oczywiście, że każdy ból mięśni magicznie znika. Daje mi jednak poczucie większego rozluźnienia i pomaga utrzymać ciało w dobrej kondycji między treningami.
Szczególnie dobrze pamiętam okres, kiedy bardzo często bolały mnie plecy. Przez lata próbowałam różnych sposobów, a trenerka zwróciła mi uwagę na coś znacznie bardziej podstawowego – charakter mojej pracy.
Wielogodzinne prowadzenie samochodu, siedzenie przy komputerze, a do tego długie stanie w określonych pozycjach podczas pracy potrafiły zrobić swoje. W moim przypadku regularne rozciąganie spiętych mięśni okazało się znacznie bardziej sensownym elementem codziennej rutyny niż ciągłe sięganie po maści przeciwbólowe.
Przy mocnych DOMS nie zawsze trzeba też całkowicie leżeć. Czasami lekki spacer z psem czy spokojny ruch na basenie jest przyjemniejszy niż spędzenie całego dnia bez aktywności.
Oczywiście jeśli ból jest silny, nietypowy albo utrudnia normalne funkcjonowanie, nie jest to moment na zasadę „rozchodzę i będzie dobrze”. Zbyt problematyczny jest sygnałem do wizyty lekarskiej.
Sen, nawodnienie i odpoczynek
To zdecydowanie jedna z podstaw.
Po intensywnym treningu organizm potrzebuje czasu na odpoczynek. Dlatego nie każdy dzień musi być dniem bicia kolejnych rekordów.
Staram się też pamiętać o odpowiednim nawodnieniu i normalnym posiłku po aktywności. Nie chodzi o żadną skomplikowaną dietę sportową – po prostu trudno oczekiwać od organizmu sprawnej regeneracji, jeśli jednocześnie dostarczamy mu zbyt mało płynów, jedzenia czy snu.
Z perspektywy czasu właśnie te podstawy wydają mi się dużo ważniejsze niż szukanie kolejnego „cudownego” produktu na regenerację.
Kiedy siniak lub ból powinien zaniepokoić?
Siniak po treningu to jedno, ale nie każdy ból czy uraz należy automatycznie tłumaczyć sportem.
Warto zwrócić uwagę szczególnie na sytuacje, w których pojawia się bardzo silny lub narastający ból, duży obrzęk, znaczne ograniczenie ruchu albo siniak, który jest wyjątkowo rozległy lub szybko się powiększa.
Podobnie nie warto ignorować objawów, które nie ustępują albo wyraźnie różnią się od tego, co zwykle pojawia się po treningu.
W takich sytuacjach lepiej skonsultować się ze specjalistą niż próbować kolejnego domowego sposobu znalezionego w internecie.
Jak ciało przyzwyczaja się do treningu?
Jedną z ciekawszych rzeczy w regularnym trenowaniu jest obserwowanie, jak zmienia się reakcja własnego ciała.
Na początku pole dance był dla mnie pod tym względem trochę szokiem. Siniaki pojawiały się często, mięśnie bolały po treningach, a niektóre figury zostawiały po sobie pamiątki na kilka dni.
Z czasem wiele rzeczy zaczęło wyglądać zupełnie inaczej.
Nie oznacza to, że przestałam mieć siniaki albo że każdy trening stał się bezbolesny. Po prostu ciało nauczyło się radzić sobie z częścią obciążeń, które wcześniej były dla niego czymś nowym.
To zresztą jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w regularnej aktywności – zaczynasz zauważać nie tylko postęp w wykonywaniu ćwiczeń, ale też to, jak zmienia się reakcja całego organizmu.
Regeneracja to też część treningu
Z czasem przestałam szukać jednego cudownego sposobu na regenerację. Znacznie większą różnicę robi u mnie całość: odpoczynek, sen, rozciąganie, odpowiednie nawodnienie i rozsądne podejście do kolejnego treningu.
Zaakceptowałam, że ciało ludzkie jest skonstruowane w taki, a nie inny sposób. Staram się rozróżniać zwykłe zmęczenie po treningu od sygnałów, których nie należy ignorować.
Wspomniane sposoby nie są może najbardziej spektakularnymi elementami sportowej rutyny, ale to właśnie z takich prostych rzeczy składa się moje podejście do regeneracji.
A siniaki? Cóż. W pole dance czasami są po prostu częścią atrakcji.
Praktycznie o pole dance
Jeśli dopiero zaczynasz albo chcesz wiedzieć, jak wygląda pole dance od bardziej praktycznej strony, zajrzyj też do:
[POST NIESPONSOROWANY]
Dzięki realizowanym na blogu współpracom komercyjnym, linkom afiliacyjnym i banerom reklamowym masz dostęp do wszystkich treści na blogu za darmo!