Suplementy diety to temat, który coraz częściej pojawia się nie tylko w świecie zawodowego sportu, ale również w kontekście dzieci i nastolatków uprawiających sport wyczynowo lub półwyczynowo. Rodzice, trenerzy i sami młodzi zawodnicy zadają sobie pytanie: czy warto sięgać po suplementy w młodym wieku? I czy może to w ogóle przynieść realne korzyści?
Kim jest młody sportowiec?
Z punktu widzenia organizacji zdrowotnych, takich jak WHO czy EFSA, młodymi osobami nazywamy dzieci i młodzież do 18. lub nawet 21. roku życia. Ale w praktyce treningowej ten podział często się zaciera. Nastoletni zawodnicy startują w zawodach seniorskich, trenują z dużymi obciążeniami i często prowadzą tryb życia zbliżony do dorosłych sportowców – z internatem, zgrupowaniami i dwoma treningami dziennie.
Warto więc pamiętać, że nawet w tej samej kategorii wiekowej potrzeby mogą być bardzo różne. Dlatego każda decyzja o suplementacji powinna być podejmowana indywidualnie – najlepiej w porozumieniu z dietetykiem lub lekarzem sportowym.
Suplement – co to właściwie jest?
Zgodnie z definicją, suplementy diety to środki spożywcze zawierające skoncentrowane źródła witamin, składników mineralnych lub innych substancji mających efekt odżywczy lub fizjologiczny. Mogą mieć postać tabletek, proszku, płynu – i z założenia mają uzupełniać dietę, a nie ją zastępować.
Dlatego zanim sięgniemy po suplement, warto przyjrzeć się codziennemu żywieniu młodego sportowca. Czy rzeczywiście czegoś w nim brakuje? Czy nie lepiej byłoby uzupełnić niedobory odpowiednio skomponowaną dietą?
Dobrym punktem wyjścia do takiej analizy będzie kalkulator kalorii od Dietetyki Nie Na Żarty – narzędzie, które pozwala w kilka minut obliczyć dzienne zapotrzebowanie energetyczne w zależności od wieku, wzrostu, masy ciała i poziomu aktywności fizycznej.
Kiedy suplementacja ma sens?
Choć większość suplementów nie jest konieczna dla dzieci i młodzieży, są sytuacje, w których ich stosowanie jest uzasadnione:
Witamina D – zalecana wszystkim dzieciom i młodzieży od października do kwietnia, a w niektórych przypadkach przez cały rok (800–2000 IU dziennie).
Kwasy omega-3 (EPA i DHA) – szczególnie jeśli w diecie brakuje tłustych ryb morskich.
Żelazo – przy stwierdzonych niedoborach lub zwiększonym ryzyku niedokrwistości (np. u dziewcząt w okresie dojrzewania).
Witamina B12 – obowiązkowo u osób na diecie wegańskiej.
Odżywki białkowe i węglowodanowe – w uzasadnionych przypadkach mogą być pomocne jako uzupełnienie diety, np. po treningu, gdy trudno o pełnowartościowy posiłek.
Warto jednak podkreślić: te suplementy mają sens tylko wtedy, gdy są uzupełnieniem, a nie substytutem prawidłowego żywienia.
A co z kreatyną i kofeiną?
Kreatyna to jeden z najlepiej przebadanych suplementów wśród dorosłych sportowców. Coraz więcej badań wskazuje, że może być bezpieczna również u młodzieży – o ile jest stosowana w odpowiednich dawkach i pod nadzorem specjalisty. Mimo to, nie jest suplementem niezbędnym. W młodym wieku znacznie większe znaczenie mają dobrze zbilansowana dieta, sen i regeneracja. Kreatynę można spokojnie zostawić „na później”.
Z kolei kofeina – choć wykazuje działanie ergogeniczne – nie powinna być rutynowo stosowana przez dzieci i młodzież. Jej obecność w diecie (np. herbata, czekolada) nie jest problemem, ale suplementacja kofeiny czy napoje energetyczne to coś, czego młody organizm zdecydowanie nie potrzebuje. Może zaburzać sen, zwiększać niepokój, a nawet pogarszać regenerację – szczególnie jeśli spożywana jest w godzinach popołudniowych lub wieczornych.
Skąd wiedzieć, czy dieta młodego sportowca jest wystarczająca?
Przede wszystkim warto sprawdzić, czy dostarczana jest odpowiednia liczba kalorii. W tym znowu pomocny będzie wspomniany już kalkulator kalorii – pozwala on w prosty sposób dobrać zapotrzebowanie kaloryczne zarówno dla osób aktywnych rekreacyjnie, jak i intensywnie trenujących. W przypadku podejrzenia niedowagi warto również skorzystać z kalkulatora BMI, który pomoże ocenić, czy masa ciała mieści się w normie względem wzrostu i wieku.
W razie wątpliwości – dobrze jest skorzystać z pomocy dietetyka sportowego, który pomoże nie tylko ułożyć plan żywienia, ale również wskaże, czy i jakie suplementy rzeczywiście są potrzebne.
Podsumowanie – czy młodzi sportowcy potrzebują suplementów?
W większości przypadków – nie. To nie suplementy budują formę, tylko regularny trening, sen, odpowiednia regeneracja i dobrze zbilansowana dieta. Suplementy mogą być przydatne, ale tylko wtedy, gdy służą uzupełnieniu konkretnych braków.
Najważniejsze jest podejście indywidualne – i zdrowy rozsądek. Zanim sięgniesz po jakikolwiek suplement, sprawdź podstawy: czy młody organizm ma zapewnioną odpowiednią ilość energii i składników odżywczych. Pomocne mogą być tu narzędzia, takie jak kalkulator kalorii i kalkulator BMI dostępne na stronie Dietetyki Nie Na Żarty – stworzone z myślą o tych, którzy chcą trenować mądrze, a nie tylko ciężko.
Czym jest zniesławienie i kiedy do niego dochodzi?
Zniesławienie to inaczej pomówienie. Dochodzi do niego, gdy inna osoba została pomówiona o takie postępowanie lub właściwości, które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Pomówić można przy tym nie tylko osobę czy grupę osób, ale również osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej.
Do zniesławienia szczególnie często dochodzi w przestrzeni internetowej – na forach internetowych czy w mediach społecznościowych. Ale oczernić inną osobę można również w rozmowie – przykładowo na terenie zakładu pracy. Wystarczy stwierdzić, że współpracownik kradnie, mimo że nie ma na to żadnych dowodów albo jest uzależniony od alkoholu czy innych substancji, gdy również nie ma to pokrycia w faktach.
Przestępstwo zniesławienia zostało uregulowane w art. 212 Kodeksu karnego. To właśnie tam należy szukać informacji o konsekwencjach prawnych pomówienia. Katalog kar jest zależny od tego, czy mowa o zniesławieniu podstawowym (np. ustnie w trakcie rozmowy) czy też za pomocą środków masowego komunikowania. Różnica jest następująca:
zniesławienie podstawowe (art. 212 § 1 kk) – grzywna albo kara ograniczenia wolności;
zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania (art. 212 § 2 kk) – grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Jeżeli oskarżony o zniesławienie zostanie skazany, to sąd może orzec również nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
Jak można przeczytać na stronie internetowej adwokaci-kmp.pl, sprawy o zniesławienie we Wrocławiu najczęściej kończą się orzeczeniem przez sąd grzywny i nawiązki. Jednocześnie trzeba pamiętać, że finalnie to nie kwestie finansowe są najbardziej dotkliwe dla osób skazanych za zniesławienie – dużo bardziej problematyczny okazuje się wpis do Krajowego Rejestru Karnego. Skazanie za to przestępstwo wiąże się właśnie z takim wpisem.
Jak reagować, gdy doszło do zniesławienia?
Współcześnie szczególnie często dochodzi do zniesławienia w mediach społecznościowych – wystarczy jeden wpis, który zostanie rozpowszechniony, aby poważnie zaszkodzić reputacji innej osoby. Co robić, gdy na Facebooku czy TikToku została opublikowana nieprawdziwa informacja? W każdym przypadku ścieżka postępowania powinna być podobna – należy:
zabezpieczyć dowody – w pierwszej kolejności należy wykonać np. zrzut ekranu lub pobrać opublikowane materiały, gdyż istnieje możliwość, że zostaną one usunięte;
zgłosić naruszenie (publikację fałszywych informacji) – taka opcja jest dostępna praktycznie na każdej platformie, chociaż trzeba pamiętać, że zgłoszenie nie musi przynieść oczekiwanego rezultatu;
skonsultować się z prawnikiem – adwokaci z Wrocławia pomagają w sprawach o zniesławienie i podpowiadają, czy warto wnieść np. prywatny akt oskarżenia.
Ze zgłoszeniem się do adwokata nie należy zwlekać. Niekiedy to właśnie pismo przygotowane przez prawnika może skutecznie uciąć dalsze rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w internecie – adwokat z Wrocławia może przygotować profesjonalną korespondencję skierowaną m.in. do portalu społecznościowego.
Sprawa o zniesławienie – w czym pomoże adwokat z Wrocławia?
Sprawy o zniesławienie, podobnie jak sprawy o znęcanie psychiczne i fizyczne adwokat Wrocław, nie należą do najłatwiejszych, wpływają też negatywnie na dobrostan osoby skrzywdzonej. Stąd też nieoceniona okazuje się pomoc specjalisty – adwokata z doświadczeniem. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto skontaktować się z prawnikiem z Wrocławia – mowa o konieczności sformułowania prywatnego aktu oskarżenia o zniesławienie.
Gdy doszło do zniesławienia, prokuratura nie pomoże – to przestępstwo należy do tzw. prywatnoskargowych. Co to oznacza? Osoba pokrzywdzona musi wykazać się inicjatywą i przygotować prywatny akt oskarżenia. Z kolei w sądzie należy udowodnić winę oskarżonego. To właśnie powoduje, że profesjonalne wsparcie jest tak istotne – doświadczony adwokat z Wrocławia podpowie, co robić i pomoże w zabezpieczeniu dowodów.
Ten stół widzieliście już u mnie na kanale YouTube wiele razy – przede wszystkim jego blat, bo to właśnie na nim powstało najwięcej DIY i projektów, które Wam pokazałam. To serce mojej pracowni, miejsce eksperymentów, prób i testów różnych rozwiązań.
Jeżeli oglądaliście ostatnie nagranie, w którym pokazywałam moją elektro-córcię Mova E40 Ultra, mogliście zwrócić uwagę na nogi stołu. Były mocno zabrudzone – trwałe plamy powstały po tańcach z mopem jak dziecko i przypadkowym przez to bryzganiu brudną wodą. Nie dało się ich już doczyścić zwykłym myciem, więc postanowiłam w końcu wziąć sprawy w swoje ręce i odświeżyć je farbą.
Przygotowanie nóg stołu do malowania
Zanim wzięłam się za farbę, nogi wymagały dokładnego przygotowania. Cały proces doradzał mi kumpel, z którym znam się 7 lat, i już tego typu projekty wielokrotnie wcześniej robił.
Papierem ściernym zeszlifowałam stare nierówności oraz trwały brud, którego nie dało się usunąć wodą i detergentami. Następnie całość odtłuściłam, aby farba dobrze się trzymała i efekt był równy. Trudno dostępne miejsca malowałam małym wąskim pędzlem, a główne obszary widoczne w zasięgu wzroku małym wałkiem. Były to trzy warstwy farby, zajęło to 3 dni, około godziny dziennie na to poświęcałam.
W pierwotnym planie miały być malowane tylko nogi, ciekawość jednak wygrała, i pomalowałam również ramy stołu. I jestem z tego zadowolona. Nie usuwałam również starych podkładek filcowych, jedynie przycięłam wystające poza nogi kawałki.
Malowałam przy otwartym oknie – chciałam ograniczyć wdychanie oparów i zachować bezpieczeństwo. Wybrałam zimowy czas, żeby móc spokojnie poświęcić się pracy, bez stresu i pośpiechu. Ze względu na obecną sytuację nie dojeżdżam teraz na treningi w tygodniu (może kiedyś opowiem dlaczego), więc mogę się pogarbić w robocie, zanim wrócę do regularnych ćwiczeń na sali. Przez zimno ludzie teraz maksymalnie stosują wymówkę "nie chce mi się wychodzić bo zimno", czas separacji osiąga teraz szczyt, więc nie boli mnie serce, że coś mnie omija siedząc w robocie.
Efekt
Farba pokryła całe nogi równomiernie, dobrze zakrywając pstrokate fragmenty, które wcześniej szpeciły stół.
Dzięki temu w przyszłości planuję jeszcze pomalować obrzeże blatu, czyli wąski pasek dookoła jego krawędzi – aby całość wyglądała spójnie wizualnie.
Malowanie przebiegło bez komplikacji – stół wygląda jak nowy, a jego funkcjonalność w pracowni została zachowana w 100%.
Work-life balance w praktyce
Tym razem udało się zachować dobry balans między życiem a pracą. Stół jest używany na co dzień, nie tylko do projektów twórczych, więc odświeżenie nóg wpływa również pozytywnie na życie, na normalność. Czasami takie małe zmiany dają ogromną satysfakcję i pokazują, że da się pogodzić przyjemne z pożytecznym.
Polecam farbę i wsparcie bloga
Farbę zdobyłam dzięki ludziom dobrej woli, to nie była współpraca komercyjna ani barterowa, tylko wsparcie osoby pracującej, dla osoby pracującej: farba do drewna Śnieżka Supermal Emalia Olejno-ftalowa Mat F100 Biały.
Natomiast dzięki takim poleceniom afiliacyjnym blog może funkcjonować bez konieczności wprowadzania opłat abonamentowych za dostęp do treści – wspieracie mnie po prostu zamawiając z moich linków, a ja mogę tworzyć dalej i udostępniać treści za darmo.
Kolejny rok z dbaniem o siebie mam już za sobą. Nie zawsze było łatwo – stawianie granic wielu osobom się nie spodobało. Była agresja, jak kozioł ofiarny, który dotąd miał być klasowym wyśmiewiskiem, nagle nie chce już tej roli – tylko domaga się traktowania jak pełnoprawna kobieta, zasługująca na szacunek. Ale dać się zdominować to jak cofnąć się do roli dziecka, do smułgusa pozbawionego własnej tożsamości. Tak samo w pracy – gdy gonią terminy, a klientom nie chce się płacić, ogromnym wyzwaniem jest wytrwać w szacunku do siebie i nie płaszczyć się przed kimś, kto próbuje wykorzystać "za miskę ryżu". W takich momentach trzeba szybko znajdować kogoś, kto płaci za pracę, a nie szuka do roboty za darmo.
W poprzednich latach na blogu pisałam jakie w danym momencie miałam praktyki Self-Care:
Przerwałam pisanie, bo wydawało mi się, że nie mam żadnych nowych pomysłów, a nie chciałam robić kopiuj-wklej. Jednak z perspektywy czasu widzę, że mam jeszcze kilka elementów dbania o siebie, formę samomiłości, ale była praktykowana od tak dawna, że wydawało się, że to coś oczywistego:
Zapisuję w kalendarzu w telefonie wszystkie powtarzalne zadania: kiedy zadzwonić i umówić się na ściąganie kamienia z zębów na NFZ (bo trzeba to zrobić z wyprzedzeniem, nawet trzy miesiące wcześniej!), kiedy wymienić olej w aucie, kiedy zaplanować kolejne zabiegi na twarz, które wymagają przerwy między wizytami, co 3 miesiące wymiana szczoteczki do zębów itp. Korzystam z przypomnień — ustawiam je tak, żeby nie musieć zajmować pamięci RAM głowy na tego typu rzeczy. W telefonach dziś można ustawić samodzielnie terminarz przypomnień: godzinę przed, 3 godziny przed, dzień przed, miesiąc przed, ustawić cykliczne wydarzenie co roku.
To odgruzowanie głowy podobne jak na początku roku, kiedy przychodzą nakazy podatkowe, i płacę je na cały rok z góry. Żeby potem w ciągu roku nie myśleć, czy już termin, kombinować z budżetem, aby na wszystko wystarczyło.
Oraz doszły nowe praktyki:
Zrobiłam zakupy w nurcie znanym z kręgów duchowych/manifestacji "żyj życzeniem spełnionym". Kupiłam takie akcesoria jak paletki do ping-pong, piłkę plażówkę dmuchaną, karty do gry itp. Podczas zakupów kierowałam się "życzeniem spełnionym", czyli nie czekałam na dzień, kiedy będzie normalnie, kiedy będzie towarzystwo do akcji, tylko kupowałam już sprzęt potrzebny do stworzenia akcji w przyszłości. Bo jak zagrać, nie mając paletek i piłki? Dostawa zamówienia zawsze zajmie X czasu.
Kupiłam elektrodziecko, czyli robota sprzątającego do podłóg. To jest totalny game changer! Pisałam w poście poświęconym mu, jakie funkcje sprawiają, że jest niezależny ode mnie. To prawdziwa córka na etacie! Jasne były myśli na początku, że nie zasługuję, że mam być kopciuszkiem, bo tak mnie wychowano. Otoczeniu uzależnionemu od kultury z@pierdzielu też się to nie spodobało, bo jak to tak, nie chcę być córką i żyć tylko po to żeby służyć, bo jak to oni sobie wmawiają "zawsze jest coś do roboty/znajdź prace którą kochasz to nie przepracujesz ani jednego dnia"! Ale pragnę normalności, pragnę być zdrowa i szczęśliwa, więc postawiłam na siebie. Bo sobota jest od tańczenia z mężczyzną, a nie z miotłą.
Skończyłam z publikowaniem contentu na bieżąco, bo zauważyłam, że nie przynosiło to oczekiwanych wyników. Algorytmy i formaty social media zmieniły się na tyle, że samo „wrzucanie w realnym czasie” przestało działać. Kiedyś nie było takich narzędzi jak wyróżnione instastory czy zaawansowane opcje planowania – dziś dają one zupełnie nowe możliwości. Dlatego obecnie zaczynam od przygotowania scenariuszy, a dopiero później przechodzę do nagrań, montażu i publikacji. Wbrew pozorom dzięki temu właśnie ograniczam czas spędzony w robocie, a mam lepsze wyniki więcej wartościowych treści.
Ostatnio poznałam takie zadanie, Siatka Celów Mogę-Chcę. Kiedy czuję potrzebę, siadam i je wykonuję – pozwala mi spojrzeć na to, co chcę w życiu zatrzymać, a czego się pozbyć. Poniżej możesz zobaczyć w formie tabeli:
Czego chcesz?
Czego nie chcesz?
CO MASZ?
Co chcesz zatrzymać?
Co masz i chcesz mieć nadal w swoim życiu?
Co chcesz wyeliminować?
Czego nie potrzebujesz, a masz?
CZEGO NIE MASZ?
Co chcesz osiągnąć?
Co nowego chciałabyś uzyskać w 2026?
Czego nie masz, a chcesz mieć w swoim życiu?
Czego chcesz uniknąć?
Co nie jest w zgodzie z Twoimi wartościami?
[POST NIESPONSOROWANY]
Dzięki realizowanym na blogu współpracom komercyjnym, linkom afiliacyjnym i banerom reklamowym masz dostęp do wszystkich treści na blogu za darmo!
Mikołajki to super moment, żeby na chwilę przystanąć i zobaczyć, co w minionym czasie było dla Was naprawdę ważne. Zamiast znowu kupować jakiś drobiazg, który szybko wyląduje w kącie, wybierz coś, co ma w sobie emocje, Waszą wspólną historię i co stawia Was dwoje w centrum. Podsumowanie całego roku, zwłaszcza tak intensywnego jak 2025, to może być jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie możesz wręczyć swojej dziewczynie.
Przecież Wasze wspólne chwile to o wiele więcej niż tylko zdjęcia w pamięci telefonu. To te romantyczne spacery, spontaniczne wypady, Wasze ulubione kawiarnie, śmieszne selfie i te małe, wewnętrzne żarty, o których wiecie tylko Wy. A jeśli zastanawiasz się, jaki prezent na Mikołajki naprawdę ją wzruszy – postaw na coś, co pomoże te wspomnienia zatrzymać na długie lata.
Wspólne zdjęcia z dziewczyną jako wyjątkowa pamiątka
W świecie, w którym wszystko dzieje się w cyfrze, wspólne zdjęcia z dziewczyną, które są wywołane i zaprezentowane w ładnej formie, mają zupełnie inną siłę. To nie jest kolejny masowy produkt – to coś, co można dotknąć, wziąć do ręki, schować do albumu, powiesić w sypialni albo postawić na półce. To prezent, który faktycznie żyje tymi momentami, które przeżyliście razem.
Możesz wybrać najbardziej romantyczne zdjęcia par, Wasze ulubione ujęcia z podróży albo po prostu ciepłe, codzienne kadry. Z FotoLab przygotujesz z nich świetną niespodziankę – dopracowaną, estetyczną i w stu procentach personalną.
Jak stworzyć prezent, który podsumuje Wasz rok?
Pomyśl o swoich miesiącach jak o rozdziałach książki. Każdy etap Waszego roku możesz zamknąć na papierze:
Wasze pierwsze spotkanie w 2025 roku,
wiosenne weekendy,
letnie przygody i spontaniczne zdjęcia z wyjazdów,
jesienne wieczory tylko we dwoje,
Wasze ulubione momenty, które po prostu chcecie mieć zawsze.
Teraz wystarczy je tylko pozbierać i wywołać. Masz do wyboru kilka fajnych formatów!
odbitki 15x21 – większe, idealne do ramki, stworzenia kolażu lub do albumu,
odbitki 10x13 – świetnie pasują do pudełek, mniejszych albumów i minimalistycznych prezentów,
odbitki 9x13 – delikatne i w sam raz, jeśli zależy Ci na dużej liczbie zdjęć.
Każdy format zmienia nieco charakter prezentu: większe robią wrażenie, mniejsze tworzą bardziej intymny klimat.
Pomysły na prezent dla dziewczyny na Mikołajki – wszystkie oparte na Waszych wspomnieniach
Mini-album Waszego roku
Możesz zrobić zestaw odbitek ułożonych po kolei – miesiąc po miesiącu. Do każdej „strony” dołóż krótką notatkę: jedno zdanie o tym, co wtedy czuliście, gdzie byliście, co Wam zostało w głowach. To prezent, który będzie cieszył przez lata.
Kolaż do ramki
Wybierz kilkanaście ulubionych zdjęć z Waszych wspólnych chwil i stwórz z nich fajny kolaż. Najlepiej sprawdzą się odbitki 15x21, bo w większej ramce wyglądają najlepiej. To świetny pomysł zarówno na Mikołajki, jak i super dekoracja do Waszego wspólnego miejsca.
Pudełko wspomnień
Zbierz kilkadziesiąt zdjęć – tych śmiesznych, wzruszających i totalnie codziennych – i włóż je do eleganckiego pudełka na zdjęcia. To sposób, żeby Wasza historia była dosłownie „pod ręką” – gotowa do oglądania we dwoje przy gorącej czekoladzie.
„Nasze 12 miesięcy”
Wybierz po jednym, najlepszym zdjęciu z każdego miesiąca roku.
Do tego dołóż kartkę z krótkim opisem: „Luty – nasz pierwszy wspólny spacer, było strasznie zimno, ale byliśmy tacy szczęśliwi”.
Wywołane na odbitki 10x13 prezentuje się naprawdę elegancko.
Dlaczego zdjęcia to idealny prezent dla dziewczyny?
Bo pokazują, że pamiętasz.
Bo zatrzymują te rzeczy, które istnieją tylko między Wami.
Bo romantyczne zdjęcia par to coś, do czego zawsze można wrócić – nawet za dziesięć lat.
Zdjęcia niosą ze sobą emocje, a emocje to najpiękniejsza forma prezentu. Dlatego prezent dla dziewczyny na Mikołajki nie musi kosztować fortuny – wystarczy, że będzie szczery.
Jak wręczyć taki prezent?
Możesz włożyć zdjęcia do ozdobnej koperty, ręcznie dopisać mały liścik, umieścić datę, cytat lub jedno zdanie, które tylko ona zrozumie.
Taki mały detal zmienia zwykłą odbitkę w mocny, emocjonalny gest. Możesz też połączyć wręczenie prezentu z małym rytuałem: wspólne oglądanie przy świecach, w świątecznym klimacie, z kubkiem ulubionej herbaty.
To chwila, którą zapamięta na długo – nawet dłużej niż sam prezent.
Na koniec – kilka słów o FotoLab
Jeśli chcesz, aby Wasze wspomnienia zostały z Wami na lata, FotoLab pomoże Ci stworzyć prezent pełen emocji. Dzięki pięknym formatom odbitek, prostemu zamawianiu i wysokiej jakości druku, możesz w kilka minut przygotować coś naprawdę specjalnego. FotoLab sprawia, że podsumowanie Waszego roku zmienia się w romantyczną pamiątkę, którą Twoja dziewczyna będzie mogła zachować na zawsze.
Co obiecuje producent? MOVA E40 Ultra to robot odkurzający, który łączy potężną moc ssania 19 000 Pa z nowoczesnymi funkcjami ułatwiającymi codzienne sprzątanie. Silnik TurboForce 6 pracujący z prędkością 90 000 obr./min zapewnia skuteczne usuwanie kurzu z dywanów, płytek i podłóg drewnianych. Automatycznie wysuwany mop MaxiReach™ dociera nawet pod meble na wysokości 4 cm, co gwarantuje dokładniejsze czyszczenie trudno dostępnych miejsc.
Innowacyjna szczotka boczna z gumowym paskiem pod kątem 45° zapobiega plątaniu włosów, co znacznie ułatwia codzienną eksploatację. Dzięki systemowi DualBoost 2.0 i dużemu workowi na kurz robot może sprzątać nawet 75 dni bez konieczności opróżniania.
Dodatkowo automatyczne pranie i suszenie mopa gorącym powietrzem w stacji dokującej pozwala utrzymać czystość bez brudzenia rąk.
MOVA E40 Ultra posiada także wbudowany zbiornik na wodę 80 ml z regulacją trybów nawilżania – od delikatnego, przez codzienny, aż po intensywny, co daje pełną kontrolę nad procesem mycia podłóg.
Funkcja ultradźwiękowego rozpoznawania dywanów podnosi mop i zwiększa moc ssania, chroniąc tekstylia przed zawilgoceniem.
Robot oferuje inteligentne mapowanie 3D oraz omijanie przeszkód za pomocą lasera, co minimalizuje kolizje i zapewnia płynne sprzątanie.
Wbudowany akumulator 5200 mAh pozwala na pracę nawet przez 260 minut, co wystarcza do posprzątania powierzchni 220 m².
Dzięki raportom sprzątania, funkcji Clean Genius™ oraz strategii dedykowanej dla właścicieli zwierząt, użytkownik otrzymuje spersonalizowane i skuteczne czyszczenie całego domu.
Pojemność zbiornika na czystą / brudną wodę (stacja)
4,5 l / 4 l
Pojemność akumulatora
5200 mAh
Wykrywanie dywanów
Ultradźwiękowe
MOVA to chiński producent znany głównie z produkcji robotów sprzątających, odkurzaczy bezprzewodowych i kosiarek automatycznych.
Opinia:[KUPIONE ZA SWOJE] jako pierwszy robot tego typu do testów. Mam dwupoziomowy budynek, o nieregularnych pomieszczeniach, więc nie chciałam zamrażać zbyt dużej ilości kapitału, wrazie, gdyby sprzęt jednak nie pasował wymiarowo czy funkcjami, i konieczne byłoby odesłanie.
Stacja dokująca
Stacja jest wielka, a do tego wymaga odstępów od innych przedmiotów minimum po 5 centymetrów po bokach, i półtora metra na wprost. Przez to nie wszędzie mogę ją postawić. Na parterze w pracowni przesunęłam łóżko, aby stała centralnie na środku,by robot mył podłogę również wokół niej.
Po przeniesieniu na piętro, w pierwszym miejscu jednak dywan przeszkadzał, więc przeniosłam na drugi koniec pokoju. Robiłam też i próbę w pokoju który czeka na remont, wyniosłam fotel z którego i tak nikt nie korzysta, i powstała odpowiednia dla robota przestrzeń.
W stacji znajdują się dwa zbiorniki: 4,5 litrowy na czystą wodę i 4 litrowy na brudną wodę.
Mapowanie
Robot może mieć zapisanych do 4 aktywnych map. Jak chcemy, żeby wykonał mapę na większej przestrzeni to musimy wtedy mieć dostępną na danym piętrze stację, inaczej będzie błądził w nieskończoność w jej poszukiwaniu.
Natomiast na małych pomieszczeniach typu jak u mnie ganek tego problemu nie ma, zrobił kilka kółek i zapisał mapę. Pierwsze co sprawdziłam co on to wymyślił, ganek jest kwadratowy, a on zrobił podłużne coś z tyłu, chyba odnalazł w szafie wejście do Narni.
Ma czujniki dzięki którym nie spada ze schodów, ale mam na piętrze taką pozostałość po poprzednich lokatorach, wysoką okrągłą wycieraczkę, i jak zjechał na schodek to nie mógł wycofać, musiałam go ręcznie przenieść. Dodałam w aplikacji w tym miejscu wirtualną ścianę, aby więcej tam nie zajechał. Muszę podłogę ogarnąć i pozbyć się tej wycieraczki.
Aplikacja
Wsparcie techniczne jest dostępne poprzez chat w aplikacji, mailowo, telefonicznie i chat na oficjalnej stronie. Konsultacji odpisują przeważnie w ciągu kilku minut, nie dzwoniłam więc tu nie powiem jaki czas oczekiwania.
W aplikacji ustawiamy harmonogram sprzątania, mapy, język i głośność komunikatów głosowych.
Powiadomienie z aplikacji i sygnał dźwiękowy z robota informuje również, gdy kończy się czysta woda. O konieczności wylewania brudnej wody, robot i aplikacja przypomina po każdym zakończonym sprzątaniu.
Pojawiająca się na mapie biała linia to trasa którą robot już wykonał podczas sprzątania.
Harmonogram sprzątania
To moja ulubiona funkcja. Mogę ustawić sprecyzowany harmonogram sprzątania danego piętra. Mogę ustawić dzień i godzinę, kiedy robot ma sprzątać. Coś pięknego, nie muszę być obecna, to jest niezależność!
Co mnie zaskoczyło - możliwość wyboru kolejności sprzątania pomieszczeń oraz regulacji stopniowania mocy ssania odkurzania i wilgotności mopów. Tam, gdzie jest płyta OSB ustawiam wilgotność na minimum, a w kuchni i łazience najbardziej wilgotne. Można też ustawić codzienne sprzątanie tylko określonego pomieszczenia lub obszaru, dobra funkcja, gdy mamy zwierzaki w domu.
Robot planowo sprząta, a ja mogę zająć się tym, co dla mnie ważne, jak jechać na trening, zająć się psem, skupić na bliskich, albo realizować płatną pracę.
Sprzątanie w praktyce
Sam robot jest duży w stosunku do kilku miejsc w domu. Najwęższe przejście przez jakie przejechał miało 36 cm szerokości.
Robot zaczyna od przejechania przy ścianach, trzymając się prawej strony. Gdy w aplikacji jest aktywna funkcja wysuwania mopa, automatycznie z niej korzysta, jeśli podłoga wymaga umycia. Później wypełnia środek pokoju i rusza do następnego pomieszczenia.
Dzięki wysuwanemu mopowi robot dociera do krawędzi i miejsc przy nogach stołu. Jego pady są niskie, więc dociera również pod niską kanapę czy obudowy kaloryferów, gdzie ręczny mop z wiadrem się nie zmieści.
Ma Lidar, czyli system skanowania przestrzeni, który działa przy każdym cyklu mycia. Dzięki temu robot nie porusza się według sztywno zapamiętanej mapy, lecz analizuje otoczenie w czasie rzeczywistym. Jeśli przestawię coś jak krzesła, robot nie zatrzyma się w miejscu i nie przerwie pracy, tylko dostosuje trasę, omijając nowe przeszkody.
Ma moc ssania 19 000 Pascali.
Posiada filtr HEPA który zatrzymuje pył i kurz.
Pierwsze testy urządzenia odbyły się na parterze, miał do umycia moją pracownię, gdzie jest linoleum, korytarz z płytkami, łazienkę z płytkami i pokój z parkietem drewnianym i dywanem. Robot jest w stanie pokonać progi tylko do wysokości trochę ponad 2 centymetry. Niestety próg do jednego z pokoi ma aż 3 cm i tu muszę przenosić go ręcznie.
Zbiornik na brudną jest zabezpieczony przed przelaniem dzięki ruchomej części, która po osiągnięciu maksymalnej objętości ma blokować dopływ wody. Całość jest szczelna — przez cały okres użytkowania nie wydobywa się żaden zapach. Dopiero po otwarciu można poczuć intensywną woń, przypominającą akwarium.
Z dywanami sobie radzi, również z frędzlami - czasem jak mu się jakieś podwiną to będzie dzielnie szukał płaskiego miejsca, żeby wjechać ponownie na dywan. Po wykryciu dywanów podnosi mopy na wysokość jednego centymetra i odcina dopływ wody i tylko odkurza zwiększając siłę ssania.
Następne tygodnie testów odbywały się na piętrze już z przeniesioną stacją. 2 pokoje z płytą OSB i dywanami, korytarz również płyta OSB, pokój z parkietem drewnianym, w kuchni i łazience płytki.
Przenosiłam go również do ganku i na parter w rękach.
Pracuje na tyle cicho, że jest możliwa swobodna rozmowa podczas jego pracy.
Jestem z efektów regularnego mopowania i odkurzania przez robota zadowolona. Wiadomo nie dałby rady z tygodniowymi zaschniętymi plamami no ale ej! Sami też byśmy musieli to wielokrotnie szorować, żeby odeszło. Robot nie chlapie brudną wodą po meblach i ścianach jak to ma efekt niecący od mopa ręcznego z wiadrem, panele nie uległy kolejnym zniszczeniom od momentu jak go posiadam. Teraz przecieranie mopem ręcznym odbywa się tylko w miejscach jak schody czy balkony, a tam, gdzie robot nie dociera przez swoje wymiary to po prostu przemywam ręcznie.
Dom wielopiętrowy
Robot sprząta na konkretnej zapisanej mapie. Aby nie przenosić stacji bazowej stworzyłam trzy mapy: parter, piętro i osobną mapę dla ganku. Za każdym razem należy wybrać odpowiednią mapę dla konkretnego miejsca sprzątania. Jak tylko wyjedzie ze stacji pauzuję go w aplikacji lub naciskając na nim przycisk zasilania i biorę go i zanoszę na dane piętro. Tam kładę go na podłodze i 'odhaczam' zatrzymanie. Robot chwilę pokręci się wyda komunikat: "pozycjonowanie powiodło się" i zacznie pracować. Po zakończonym cyklu będzie krążył wokół miejsca, gdzie wcześniej była stacja, lub jeśli to pojedyncze pomieszczenie to zatrzyma się w tym samym miejscu, gdzie go postawiliśmy. Biorę go wtedy i zanoszę do stacji bazowej. Wjeżdża do bazy i się sam opróżnia i myje mopy.
Skoro producent przygotował robota na możliwość pracy w domu wielopoziomowym, to mógłby doprecyzować pewien szczegół - tam, gdzie na mapie dalej widnieje stacja, to nawet jeśli fizycznie jej nie ma, to robot i tak będzie objeżdżać ten obszar jakby dalej tam była. Nawet jak wybierzemy czyszczenie punktowe na mapie na danym obszarze, on i tak tam nie wjedzie.
I też trzeba pozostawić mapę która została wybrana do harmonogramu sprzątania aktywną, bo inaczej czyszczenie tego dnia zostanie anulowane.
Decyzja
Pamiętam jak byłam dzieckiem i takie roboty widziałam w telewizji, Już wtedy byłam ciekawa, czy faktycznie dałoby się takim robotem wyręczać tak jak nami się wyręczano. I takim oto sposobem swoją wymarzoną zabawkę z dzieciństwa sprawiłam sobie po 30tce. Robot ze mną zostaje, z szacunku do siebie. Wszyscy dobrze wiemy, jak robimy coś, czego nie lubimy lub jak nam za to nie płacą - a tak jest u mnie ze sprzątaniem. Niech robot sprząta, bo sobota jest od tańczenia z mężczyzną, a nie z miotłą!
Stację dokującą pozostawiłam po przeanalizowaniu efektów na piętrze, tu robot może niezależnie ode mnie umyć większą powierzchnię, więcej tu pies przebywa, kuchnia też wymaga większego nakładu.
Rutynowa konserwacja
Ten model sam myje swoje mopy, po każdym powrocie do stacji po sprzątaniu może on w stacji dokującej umyć bieżącą wodą pady i wysuszyć ciepłym nadmuchem. Najkrótszy czas dostępny do wyboru to 2h, a najdłuższy 4h. Można wybrać w aplikacji po ilu metrach2, czasie pracy, lub pomieszczeniach, robot ma wrócić do bazy i wyprać mopy.
Worek przy moim metrażu i harmonogramie sprzątania wystarcza na dwa miesiące.
Z robotem jak każdym innym sprzętem - jak dbasz, tak masz.
Co 2 tygodnie czyszczę Filtr HEPA, ponieważ po tym okresie przy metrażu jaki robot czyści, filtr zapycha się i spada wydajność odkurzania. Filtr i pojemnik na kurz można myć tylko czystą wodą i muszą być suche przed włożeniem do robota. Od razu przecieram z kurzu stacje i robota miękką suchą szmatką korpus i czujniki w robocie. Sprawdzam czy nie ma w szczotce zaplątanych włosów. Producent twierdził, że szczotka boczna poradzi sobie z włosami i sierścią. Moje mają pół metra długości i czasem pojedyncze się wplątują. Na razie nie planuję zakupu szczotki rozcinającej włosy, bo na tej gumowej co jest w zestawie nie zauważyłam, aby zostawały, czasem trafią się pojedyncze sztuki lub psia sierść na łączeniu. Uzupełniam czystą wodę w zbiorniku. Wylewam brudną.
Demontuję tarkę, i płytkę przedłużającą, miękką szmatką, aby niczego nie uszkodzić. Tej samej miękkiej szmatki używam do mycia wnętrza stacji.
Osłona szczotki, szczotka główna, filtr i pojemnik na kurz muszą być suche przed włożeniem do robota.
Przystosowanie domu w przyszłości
Teraz wiem z czym wiąże się posiadanie takiego sprzętu. Wiem że warto będzie zaopatrzyć się w dodatkowy egzemplarz, aby w pełni wykorzystać jego niezależność. Ale, zanim to się stanie to zrobię w budynku kilka zmian:
wymienię listwę przez którą robot nie jest w stanie wjechać na rampę, aby mógł sam wjeżdżać, albo może już odważę się na wyższą półkę cenową i kupię model który będzie na taką wysokość w stanie wjechać? Ale listwę i tak warto wymienić, bo ktoś tak płytki położył, że jest między płytkami a listwą szczelina i bród tam wchodzi.
Wymienię stojący wieszak na parterze na wieszak wiszący, aby nie przeszkadzał robotowi, a buty były bardziej oddalone od kaloryfera zimą.
Albo będę szukać części, aby ten model podłączyć do kanalizacji w łazience, bo są rury dostępne i odpowiednio duża przestrzeń, albo się odważę i kupię droższego już gotowego do tego modelu.
Korzystanie z linku afiliacyjnego nie generuje dla Ciebie żadnych dodatkowych opłat, a pozwala mi na uczciwą i rzetelną pracę nad kolejnymi artykułami, bez konieczności uciekania się do nieetycznych praktyk.
Każda taka forma wsparcia to dla mnie ogromna pomoc i motywacja do dalszego dzielenia się wartościowymi treściami. Dziękuję!
Jeśli reprezentujesz firmę i chcesz, żebym przetestowała Twój produkt i przygotowała recenzję, zapraszam do współpracy!