Z wykładów wyjątkowo mało skorzystałam. Zaliczyłam tylko kilka. Głównie przez to że hala EC1 była wielka, i musiałam dopiero się jej "nauczyć" jak, gdzie się poruszać, co gdzie znajdę.
W sobotę chodziłam po stoiskach lekko otępiała po drodze, w niedziele było już łatwiej. Na dodatek równocześnie prelekcje odbywały się w kilku miejscach. Gdy w domu sprawdziłam tą papierową mapę którą wręczono mi w rejestracji, odniosłam wrażenie, że nie wszędzie byłam, że przegapiłam kilka stanowisk.
Z niedopracowań imprezy widzę tylko - brak konkretnych wskazówek dojazdu. Jakbym wcześniej nie poczytała od innych internautów jak tam dojechać, to na bank bym po entym kółeczku rzuciła to i zawróciła do domu... co z resztą było widać, wychodząc na zewnątrz z budynku, wszystkie auta jakie oglądamy mają blachy EL, EL, EL, EL, EPA, sporadycznie jakieś z poza... czyli nie tylko ja miałam problem się dostać.
A skoro już doszłam do kwestii dojazdu, to gwiazdą wieczoru, czyli wybawcą wieczoru, oraz wybawcą za dnia był oczywiście... mój samochód. O tym że komunikacja publiczna nie nadaje się do transportu wie każdy kto z niej korzystał. Ceny w Polsce benzyny też nie polepszają się... ten to wynalazł Blablacar powinien otrzymać nagrodę nobla i być noszony na rękach!
Wpierw w sobotę rano wiozłam pasażera z Kielc do szpitala w Łodzi (spokojnie nie jako zastępca anbulasu, on jechał do swojej małżonki), pochwalił się w drodze, że gdy poszedł na dworzec PKP to powiedzieli mu że jeśli chce dojechać z Kielc do Łodzi to czekają go 3 przesiadki.... przez drogę miał czas żeby pogadać i poopowiadać co się świruje u niego w pracy... czuć było że potrzebował z siebie wydusić ten ból.
Natomiast wieczorem, gdy przypadkiem w łazience w noclegowni, odezwałam się do obcej dziewczyny (och jak dobrze mieć nigdy nie zamykającą się jape) nawiązałam znajomość której nigdy bym się nie spodziewała.... okazało się że somsiedzi z pokoju nr 13 to
Olga i Krzysiek prowadzący bloga Follow Your Map😍! W trakcie wymiany instagramów coś nam zaświtało że "skąś kojarze te nazwe"... a my przecież komentowaliśmy sobie przed latami wpisy!
Mimo że prowadzimy blogi na zupełnie różne tematy, to jednak jadaczki nie zamykały się ani przez chwilę! Ani przez chwilę nie było krępującej ciszy! Coś wspaniałego!
Wieczór dzięki nim był wyśmienity! Na gali alkoholu nie brakowało, somsiedzi byli na edycji z zeszłego roku, więc zdałam się na ich doświadczenie... I taki suprajsik, godzina prawie 22 i nie ma przekąsek🤣. Krzysiek poleciał do sklepu, i zamknęli mu przed nosem... niewiele brakowało i pilibyśmy na pusty żołądek... na szczęście mój mózg przypomniał sobie, że przecież w paczce na powitanie z darami losu były jakieś przekąski!
No to fruu do mojego auta... nie powiem gdzie zaparkowałam bo mi ktoś to miejsce za rok sprzątnie z przed nosa! Jeszcze piękne zdjęcie, jak zdobyliśmy Łódzką górę, czyli kupę gruzu koło mojego miejsca!🤣
To była moja trzecia wizyta w życiu w Łodzi, taka tam tradycja, raz do roku odwiedzić Łódź. Pierwsza samochodem, i dzięki temu dowiedziałam się czego Łódź jest uznawana za element polskiego trójkąta bermudzkiego - drogi! Żadna mapa - ani nawigacja samochodowa, ani google maps, ani mapa srajfona - nie widzi rozkopów i zakazów skrętu!
Co to by była za wycieczka, jeśli nie byłoby z niej pamiątek!
Skorzystałam z większości stoisk, chyba tylko stoisko z Beyli czyli nakładki prostujące na zęby, nie było dla mnie, bo już lata temu prostowałam zęby aparatem ortodontycznym.
Wnioski z jakimi wróciłam z imprezy:
- Trzeba się wybić, trzeba zaistnieć - jeszcze nie wiem jak to zrobić, ale gdy to zrobię, sprawy nabiorą właściwego toru.
- Nikt nie wskaże ci twojego miejsca - ani człowiek ani rzecz, ale gdy je odnajdziesz, to nikt nie będzie cię z tamtąd wyganiać, a nawet dzięki temu pomożesz innym (parafrazując drogę i miejsce parkingowe).
- Nie wyrzucę nigdy identyfikatora z tej imprezy! Jest dla mnie czymś jak dla zwycięzcy medal. Przypomina mi on, że pomimo droga to była masakra (najgorszemu wrogowi bym nie życzyła co chwilę słyszeć "skręć w prawo" i oczywiście musi tu być zakaz skrętu w prawo), to i tak znalazłam rozwiązanie i dojechałam wręcz wspaniale (miałam do auta 300m od głównych drzwi!). I że w końcu wybrałam coś zawodowo dobrze - bo w tej branży nie ma jadu, ludzie są otwarci, ba nawet idąc do noclegowni to koleś jak zauważył że mam różową opaskę na ręce, odezwał się i wynikła z tego swobodna rozmowa aż do miejsca docelowego. Praca ta też nie oddziela mnie od ludzi - nie czarujmy się, człowiek to zwierzę stadne i potrzebna jest ekipa - a to właśnie dzięki tej pracy nawiązuje kontakty. Gdy spojrzę na tą plakietkę widzę - że nie jestem zerem - że coś potrafię, że nie jest tak jak przez lata mi wmawiano w rodzinie i otoczeniu.
Czy wezmę udział za rok? Jeśli się zakwalifikuję to oczywiście!